Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Główny człowiekiem lobby mięsnego !!!

2004/08/07 16:23:17


Weterynarze protestują - czy zabraknie mięsa?



       W najbliższy poniedziałek ma się rozpocząć strajk czynny lekarzy weterynarii z terenu całego kraju. Postanowili oni masowo odstąpić od badania zwierząt rzeźnych i mięsa, co z kolei może zaowocować paraliżem zakładów mięsnych. Weterynarze mają protestować przed budynkiem ministerstwa rolnictwa przeciwko nowym zapisom prawnym obniżającym wynagrodzenia lekarzy wolnej praktyki, a także przeciwko działalności Głównego Inspektoratu Weterynarii. Zdaniem protestujących, jest on "skompromitowany i reprezentuje interesy lobby mięsnego".


- Przez wiele tygodni próbowaliśmy negocjować z ministrem rolnictwa Wojciechem Olejniczakiem, ale nigdy nie miał nawet pięciu minut, żeby się z nami spotkać. Tymczasem w rzeźniach, które kontrolujemy, jest straszny bałagan, a my nic nie możemy z tym zrobić, bo pracujemy praktycznie bez żadnych umów prawnych - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Andrzej Bończak, członek Komitetu Protestacyjnego Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki.
      Już w najbliższy poniedziałek do Warszawy ma przyjechać grupa weterynarzy z terenu całego kraju. Będą oni protestować pod Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi, chcą również wręczyć ministrowi Olejniczakowi specjalną petycję.
      Niezależnie od tego weterynarze wykonujący tzw. wolną praktykę rozpoczną na początku przyszłego tygodnia bezterminowy strajk czynny. Oznacza to, że lekarze - głównie pracujący w rolniczych miasteczkach i wioskach, odstąpią od badania zwierząt rzeźnych i mięsa mającego następnie trafić na półki sklepowe. Taki protest może sparaliżować pracę zakładów mięsnych i spowodować braki zaopatrzenia w wędlinę i przetwory mięsne, jednak weterynarze podkreślają, że do tak drastycznej formy sprzeciwu zmusiło ich lekceważenie, z jakim spotykali się ze strony dr. Piotra Kołodzieja, głównego lekarza weterynarii, oraz decydentów z ministerstwa rolnictwa.
- Nikt z nami nie chciał rozmawiać. Traktowano nas jak kogoś zupełnie niepotrzebnego, jak natrętów. Odebrano nam znaczną część uprawnień i rynku pracy. W czyim interesie takie działania podjęto? - pytał Andrzej Bończak, weterynarz z Namysłowa.
      Protest został spowodowany zapisami w aktach prawnych, które spowodowały obniżenie przychodów Inspekcji Weterynaryjnej, a pośrednio również wyznaczanych urzędowych lekarzy weterynarii.
      Zdaniem dr. Tadeusza Jakubowskiego, prezesa Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, zmuszanie lekarzy do podpisywania nowych i niekorzystnych dla nich umów proponowanych przez głównego lekarza weterynarii pod groźbą utraty dotychczasowych wyznaczeń - jest nie do przyjęcia. Tym bardziej że nie zostały one uzgodnione z samorządami oraz - jak twierdzi dr Jakubowski - są niezgodne z ustawą o zakładach leczniczych dla zwierząt i prawem farmaceutycznym. Umowy te powodują "zniewolenie" lekarzy wolnej praktyki, przenosząc poza zakłady lecznicze dla zwierząt wykonywane przez nich czynności na rzecz Inspekcji Weterynaryjnej.
- Na krytyczną uwagę zasługuje również postawa samego głównego lekarza weterynarii i jego zastępców. Przez cały ten okres byli oni nam nieprzychylni, okazując przy tym swą arogancję, butę i pewność siebie - mówią weterynarze z Wielkopolski skupieni w Ogólnopolskim Komitecie Protestacyjnym.
      Zdaniem Jerzego Pilarczyka, wiceministra rolnictwa, dotychczasowy system wynagrodzeń lekarzy weterynarii wykonujących pracę z wyznaczenia powodował znaczne zróżnicowanie ich wynagrodzeń. Zmiana systemu wynagrodzeń z akordowego na dniówkowy ma sprawić, że tych różnic nie będzie. Za godzinę pracy działający z wyznaczenia lekarz weterynarii ma dostawać 41 zł, a pracownik wykonujący funkcje pomocnicze 20 zł za godzinę. Według Pilarczyka, po przeliczeniu tych stawek zgodnie z normatywnym czasem pracy lekarz zarobi ok. 7 tys. złotych brutto na miesiąc. - Mamy świadomość, że nie satysfakcjonuje to tych, którzy z tej pracy mieli większe dochody - zaznaczył wiceminister. Według Jacka Leonkiewicza, radcy głównego lekarza weterynarii, system podpisywania umów na badanie mięsa ze spółkami, a nie konkretnymi lekarzami doprowadzał do wielu patologii. Zaznaczył, że dochodziło do przypadków, kiedy np. trzech lekarzy zawiązywało spółkę, badaniem mięsa zajmowało się jednak przede wszystkim innych kilkanaście zatrudnionych przez nich osób, które dostawały za swoją pracę wynagrodzenie w granicach 2-2,5 tys. zł. Lekarze założyciele spółki wypłacali sobie natomiast pensje wielkości 30 tys. zł. Leonkiewicz dodał, że w tej sytuacji taki lekarz nie mógł być faktycznie przy każdym badaniu. Zaproponowany nowy system wynagrodzeń zapobiegnie według niego sytuacji, kiedy lekarze pracują rzekomo po 60-80 godzin na dobę. Teraz umowy będą bowiem zawierane nie ze spółkami, lecz z konkretną osobą, a dzień pracy będzie 8-godzinny. Według dr. Piotra Kołodzieja, powiatowi lekarze weterynarii zapewnili, że poradzą sobie we własnym zakresie ze skutkami ewentualnego strajku.

Wojciech Wybranowski, Artur Kowalski

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.