Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

List dr Gołaszewskiego

2004/08/25 14:07:43


Szanowni Koledzy!

     Zamieszanie i bałagan w weterynarii przybrały charakter stanu permanentnego, którego końca nie widać.Od naszego wstąpienia do Unii miną niedługo 4 m-ce, a nasze Min.R.i R.W. nie załatwiło sprawy rozliczeń lekarzy wet. z Inspektoratami Wet. z prac zleconych. Na dobrą sprawę lekarze ci mogli się do tej pory nie rozliczać i prawdopodobnie żaden sąd nie zmusiłby ich do żadnych wpłat na tzw. środek specjalny z pieniędzy, które pobrali w imieniu Pow.Insp.Wet. Iskierką nadziei jest, jak wspomniał Kol. Kazimierz Janik z Olkusza, że od nowego roku ma być reforma zasad finansowych .które zlikwidują instytucje "środka specjalnego". W końcu Pan Sekretarz Stanu i Główny Lek.Wet. straciliby zainteresowanie "sprawiedliwością społeczną" przejawiającą się w "likwidowaniu dysproporcji finansowych" i " wynagrodzeń", a sprawę goleniowskich, czy innych "30-tysięczników"załatwiliby kuluarowo, telefonicznie doprowadzając winnych tego stanu rzeczy powiatowych i wojewódzkich lek. wet. do pójścia na "zieloną trawkę", bo przecież oni i tylko oni winni są tego stanu rzeczy. Są też powiatowi, którzy przekazali swym małżonkom własność hurtowni leków weterynaryjnych, kierownictwo lekarzom wet.-emerytom i wejście w swoisty "układ towarzyski" powierzania badania mięska uzależniają od zaopatrywania się u nich w leki .Bodajże jest tak w opolskim ,co świadczy o tym, że nie tylko skażenie korupcją objęło "ratuszowych" w stolicy ich województwa.
     Korupcja może mieć nie tylko jedno imię. Z płaceniem od sztuki zbadanych zwierząt nie było problemów, gdy badającym był układ państwowych lekarzy wet., łącznie z wojewódzkimi. Problem zaczął się, gdy kategorycznie zabroniono im tego typu praktyk. Jęk i zgrzytanie zębami rozszedł się po całej Polsce, biuletyny informacyjne Izb Lek. Wet., za które płaciliśmy wszyscy wypełnione były protestami. Kiedy chciałem na łamach swojego biuletynu zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu go do celów niezgodnych z interesem innych członków i zapytałem się ówczesnego Prezesa czy przy ogromie swych zadań zawodowych urzędnika państwowego, pracy doktoranckiej, a póżniej habilitacyjnej opartych na doświadczeniach klinicznych w terenie ma także czas na badanie "mięska" otrzymałem odpowiedź negatywną opublikowania mego stanowiska, a jednocześnie prywatne listowne potwierdzeniu mego przypuszczenia z żądaniem usunięcia akapitu dot. jego osoby. Pomimo wsp. zakazu badanie mięska przez "państwowych" trwało pod przykrywką kolegów z terenu.
     Patologie w weterynarii istniały i istnieją, ale nie można stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności dotykającej w dodatku nie tych, których one dotyczą. Patologią z pogranicza totalitaryzmu faszystowskiego i bolszewickiego są postępki Panów Pow .Lek. Wet .Andrzeja Bąka i "logistyka" Wojew. Insp. Wet. Jarosława Naze'go. Przecież Ci ludzie nie mają pojęcia o konstytucji i demokracji. Trzeba ich poddać denazyfikacji i dekomunizacji, najlepiej na taśmie przemysłowego zakładu mięsnego przy automatycznym przesuwie 120-150 szt. tusz na godzinę za stawkę 41,00zł.za tę godzinę. Może zarobią tą mityczną, z palca wyssaną kwotę 7.000,-zł.za miesiąc. Daj im Panie Boże!!! Okazuje się ,że stawka godzinowa nie wynika z wytycznych Komisji Europejskiej, ale z ideologicznego poczucia sprawiedliwości społecznej. Jej twórcy nie stali na taśmie w wielkoprzemysłowej ubojni, gdzie po "setce" zbadanych latem tusz pot spływa z pleców i piersi na odbyt i genitalia, a przy zejściu po drabince człowiekowi drżą nogi i się słania.. 41,-zł.za godzinę pracy jest stawką godną, ale tylko wtedy, kiedy bada się przy przesuwie ręcznym tusz z szybkością 10 szt. na godzinę, a później przez 2-3 godz. bada na włośnie metodą wytrawiania lub też ma się zagwarantowany czas pracy 170 godzin m-cznie i nie obchodzą nas koszty funkcjonowania, trychinoskopii, sprzątania obwodu, środków higieny, prania i zakupu odzieży ochronnej, zakupu innego dodatkowego sprzętu, itp. drobiazgów.
     Praca w ubojni przemysłowej jest pracą    z e s p o ł o w ą   wymagającą opracowania odpowiedniej logistyki, zdyscyplinowania i odpowiedzialnego kierownictwa. Oprócz badania na taśmie trzeba przyjmować na bieżąco żywiec nie dopuszczając do obróbki sztuk z pozorowanego dobicia, chorych i wymagających natychmiastowego zabicia. W trakcie uboju należy kontrolować ogłuszanie, wykrwawianie, parzenie, wzgl.opalanie, usuwanie szczeciny, ewent. skórowanie, wywnętrzanie, usuwanie na boczny tor sztuk niezdatnych, bądź tymczasowo zajętych, odszlamianie, itd, itd. To są sprawy bardzo poważne, gdyż na każdym etapie może dojść do sytuacji, które spowodują w nastęstwie zagrożenia zdrowia i życia ludzkiego. Tutaj nie ma żartów. Dlatego też nie powinniśmy dopuścić do selekcji negatywnej zatrudnionych tam lekarzy wet. A to nam grozi, jeżeli będą zarabiać 1600,-do 2.500,- zł m-cznie i przyjdą z zaciągu bezrobotnych i bezradnych, nie posiadających stażu zawodowego, wiedzy i umiejętności. Inspektorzy na kursach teoretycznych ich nie wyszkolą. Najlepiej byłoby gdyby badaniami zajmował się zespół ludzi powiązanych więzami spółki, a nie stanowił przypadkowej zbieraniny. W ubojniach przemysłowych powinny odbywać się szkolenia i staże zawodowe pod nadzorem doświadczonych kolegów. Ciemno widzę działalność weterynaryjną w zakładach przemysłowych przez zbieraninę ludzi bez wiedzy i odpowiedniego kierownictwa. Na miejscu Pana Sekretarza Stanu bałbym się w takim "bardaku" przyznawać do odpowiedzialności za bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Niech Pan zakończy wespół z Głównym Lek. Wet. szukania pieniędzy na funkcjonowanie państwowej służby wet. przez ich wyciąganie w formie haraczu od lekarzy wolnej praktyki za prace zlecone z urzędu i cieszy się, że są chętni do ich wykonywania (a znam wielu takich, których interesują jedynie szczepienia psów przeciw wściekliźnie, na dodatek za kwotę kilkukrotnie przewyższającą stawkę oficjalną)za niewielkie pieniądze, i nie trzeba im do tego specjalnie dopłacać poza badaniami monitoringowymi. Powinniście Panowie zająć się unowocześnieniem funkcjonowania inspekcji weterynaryjnej. .Jest wiele niezałatwionych problemów. Po "pogromie" małych ubojni są powiaty, gdzie nie można dokonać uboju z konieczności świń i bydła. Brak jest pracowni trychinoskopowych, gdzie można byłoby badać na włośnie metodą wytrawiania mięso z dzików i świń. Brak jest ekip dezynfekcyjnych z prawdziwego zdarzenia. Brak jest "logistyki" usuwania zwłok padłych zwierząt. Kuleje kontrola lub jej nie ma wcale w temacie usuwania z rzeźni niejadalnych odpadów poubojowych (sierści, racic, rogów, treści jelit i żwaczki). Wyposażenie laboratoriów diagnostycznych. Cała para idzie w gwizdek. Bój idzie nie o stawkę godzinową za badanie mięsa zwierząt rzeźnych, ale o niezgodny z prawem parapodatek, jakim są środki specjalne.
     Inspekcja Weterynaryjna jest jednostką budżetową i jeśli budżetu nie stać na jej utrzymanie, wówczas trzeba się zwrócić o pomoc finansową do Unii Europejskiej. Proponowałbym też pomoc logistyczną, gdyż nasi specjaliści poruszają się jak dzieci we mgle i wymyślają coraz to nowe bzdury nadające się bardziej do kabaretu niż stosowania w praktyce ( vide dyskusja na forum "Medicusveterinarius" ).

Z wyrazami szacunku
Zdzisław Gołaszewski

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.