Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

TO NIE MUSI BYĆ SINCE - FICTION - W.Szczerbiak

2004/09/10 11:22:56



        Dzionek zaczął się mi powiedzmy o ósmej, kiedy wchodząc do lecznicy przedstawiłem czytnikowi moją kartę z podpisem moim elektronicznym. Po odczytaniu na ekranie pojawi się napis: „Witam Cię kolego Szczerbiak!
- Wpisz kod dostępu!
          Z niejakim mozołem cykam cyferki i literki na klawiaturze. Ledwie skończyłem - znowu jestem online z Inspektoratem.
- Dziś spóźniłeś się o cztery sekundy, co w podsumowaniu miesięcznym czyni aż trzy minuty i siedemnaście sekund!”. Z głośniczka umieszczonego przy skanerze rozlega się nieco metaliczny głos lekarza powiatowego:
- Panie doktorze, uprzejmie informuję, że wobec permanentnie powtarzających się uchybień dyscyplinarnych utrzymuje pan trzy punkty karne z wpisaniem do akt. Przypominam, że po przekroczeniu progu jednej minuty każde kolejne spóźnienie jest odnotowywane i przedstawiane do miesięcznego raportu karnego. Zostało panu udzielone oficjalne ostrzeżenie! Brzdęk!
- Przypominam też panu doktorowi, że udzielając wczoraj porady lekarskiej w drodze do domu - nie pobrał pan i do tej pory nie przekazał na konto Inspekcji stosownej opłaty! Nawet informacja o środkach przeciwpasożytniczych jest płatna! Bęc!
        Nawet nie próbuję pokazywać języka głupiemu automatowi w obawie przed skanerem nagrywającym obraz osób wchodzących służbowym wejściem do lecznicy. Przebieram się w czysty fartuch i sprawdzam wydruki autoklawu i suchego sterylizatora. Narzędzia są więc urzędowo aseptyczne. Odrywam wydruki i umieszczam je w odpowiednich teczkach. Na karteluszkach są wymienione parametry sterylizacji, czas odczytu. Moment otwarcia urządzeń jest przekazywany już bezpośrednio kablem do Powiatu. Po podpisaniu kwitków sprawdzam dziennik zgłoszeń, czy przypadkiem nie trzeba pilnie wyjechać w teren. Ale nie. W nocy o dziwo nikt nie dzwonił, ani nie przysłał maila ze zgłoszeniem. Strona w komputerowej książce jest prawidłowo podpisana przez recepcjonistkę i - jak wynika z ikony - przesłana do Inspektoratu. Odnotowuję sprawdzenie dziennika w odpowiedniej rubryce.
        Następny punkt programu to sprawdzenie listy wizyt. Mam za piętnaście minut wyznaczoną sterylizację piętnastoletniej suczki z ropomaciczem. Sprawdzam dokumentację elektroniczną przesłaną mi przez Andrzeja z Zakrzewa. Tu wszystko się zgadza, jeszcze tylko rzut oka na wydruki, czy są zgodne z wersją elektroniczną i plombuję teczkę badań przedzabiegowych. Jednocześnie wysyłam informację do Aleksandrowa o zaakceptowaniu otrzymanych wyników.
        Potwierdzam przebranie się w strój operacyjny i dezynfekcję rąk. Dobrze, że teraz numery arkuszy ręcznika, papieru toaletowego mogą być zapisywane elektronicznie. Moje potwierdzenie wraz z parametrami wykonanych czynności zostaje natychmiast przekazane dalej. Pani Agnieszka, magister zootechnik na etacie recepcjonistki i pomocy medycznej (w małych lecznicach ze względów kadrowych dopuszczalna jest taka komasacja etatów zgodnie z odnośnym rozporządzeniem Głównego Lekarza Weterynarii) - informuje mnie:
- Panie doktorze, suczka jest już zważona, uśpiona i wymyta do zabiegu. Sanitariusz właśnie kończy golenie pola operacyjnego, a z właścicielką psa rozmawia pani psycholog. Mam tu także wniosek pani Grażyny o konsultację z psychiatrą klinicznym. Czy zatwierdzi pan tą prośbę?
Wniosek pani magister psychologii jest prawidłowo wypełniony, podpisany elektronicznie i osobiście, więc przychylam się do niego, potwierdzam też otrzymanie pozostałych informacji. Badanie przedoperacyjne przeprowadzone przez doktora Pietruszkę stwierdza, że stan zwierzęcia jest nienajlepszy, ale dłużej z operacją nie można zwlekać. Podpis lekarza jest zgodny z jego tajnym hasłem, mogę więc przesłać do Inspektoratu kolejną informację. Wciskam enter i czekam na potwierdzenie z Inspektoratu. Urząd tym razem coś długo zwleka, ale po dziesięciu minutach otrzymują wiadomość, że został odrzucony wniosek o konsultację psychiatryczną, ponieważ pan docent Woźniak jest aktualnie w szpitalu na sali pooperacyjnej zajęty przypadkiem histerii.
        Otrzymuję wstępną oficjalną zgodę na zabieg. Podpisana prawidłowo, na właściwym blankiecie, z podaniem czasu. Sejfuję dokumenty i idę na salę operacyjną. Pani Kasia, anestezjolog weterynaryjny informuje mnie, że pacjent znajduje się pod wpływem wymienionych we właściwie wypełnionym dokumencie środków. Podpis zgodny ze wzorcem. Zakładam rękawiczki i maskę. Od tej pory informacje o kolejnych punktach krytycznych będą przekazywane torem wyłącznie wizyjno - fonicznym.
- Kasiu, jeżeli teraz zacznę kroić - ta suczka natychmiast się obudzi! Minęło już trzydzieści minut od iniekcji! Trzeba podać kolejną dawkę.
- Wybacz Włodek, znam się na tym, rozporządzenie 1837, a także osobiste polecenie Inspektora Kałdunkiewicza nie pozwala na zwiększanie dawki przed pojawieniem się objawów wybudzania. Instrukcja mówi, że może wówczas dojść do przedawkowania.
- Toć wystarczy, że rozetnę skórę, a suczka zacznie jęczeć i rzucać się! A jak nas pogryzie?
- Wiem, ale przepisy nie pozwalają. Jest też na wszelki wypadek dobrze przywiązana. Co cię dziś ugryzło Włodek?
- A czy nie można się zwrócić do doktora Kaldunkiewicza o ich przychylniejszą interpretację?
- Znasz go przecież - „przepisy są wyłącznie po to, żeby je przestrzegać - Kasia krzywiąc usta sepleni głosem inspektora.
- No dobra, dobra, jedziemy dalej, obie kamery są włączone?
- Oczywiście, zapis na płycie DVD i na dysku twardym, skontrolowałam osobiście, data zgodna.
- Sprawdzam opakowanie z ostrzem jednorazowego użytku, jest prawidłowo zamknięte, i zabezpieczone. Data ważności i gwarancja prawidłowe. Bandaże, opaski, wata, tampony, dexon z igłami atraumatycznymi są także we właściwie zabezpieczonych opakowaniach. - Mówię na użytek kamery, podnosząc w jej stronę odpowiednie opakowania. Kasia z dezaprobatą kręci głową. Ona nigdy by sobie nie pozwoliła iść na skróty w tak ważnych sprawach proceduralnych.
        Osadzam ostrze na rękojeści skalpela i w centrum pola operacyjnego wykonuję lekkie nacięcie. Suczka szczeknęła, wyprężyła się i wolno zwiotczała.
- Adrenalina! Intubacja! Tlen!
Jednak jest za późno. Mamy zejście.
        Kasia natychmiast powiadamia Inspektorat. Internetem i telefonicznie. Chwila moment i zaczyna pojękiwać drukarka. Ekran monitora błyska wielkim napisem: Przerwać wszelkie czynności”. Na podłogę wypadają kartki papieru. Nawet ich nie podnosimy. Wszyscy są zawieszeni w obowiązkach. Paragraf 15b/72! Wszelkie zabiegi odwołane. Zaraz przyjedzie kontrola z Inspektoratu. Siedzimy w piątkę w pokoju socjalnym i czekamy na wyrok.
- Dobrze mi się z wami pracowało drogie panie.
- Panie doktorze, czy pamięta pan, że ma pan prawo milczeć, zanim nie przyjedzie rzecznik? Każde słowo będzie użyte przeciwko panu! - doradza mi niby zduszonym szeptem pani Grażyna, ale mikrofony wszystko słyszą, a kamery widzą. Nawet w wychodku jest kamera, od pięciu minut uruchomiona specjalnym poleceniem z Bydgoszczy!
- Cholera!
        Drzwi z hukiem odbijają się od ściany. Sypie się tynk. Jest grupa specjalna. Cała w szczelnych nowiutkich uniformach przeciwepizootycznych! Przez folię na głowach trudno rozpoznać kto jest kto. Doskonała anonimowość!
- Pan operował?
- Tak.
- Rączki na ścianę!

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.