Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Dr Gołaszewski o upadku zawodu!

2004/11/21 12:33:25


Dr Gołaszewski o upadku zawodu



Koleżanki i Koledzy zajmujący się tzw."wolną praktyką" lekarsko-weterynaryjną!

     Rok 2004 będzie na pewno dla naszej służby (bośmy ją tak zawsze nazywali) czarnym rokiem, pamiętnym jako czas największej degrengolady i upadku naszego zawodu. Nieszczęścia spadły na nas nie tylko z zewnątrz (działania nowopowstałej klasy latyfundystów i przemysłowych przetwórców produktów pochodzenia zwierzęcego), ale i "umiejętnie" dobranych nam szefów polskiej weterynarii, którzy zauroczyli się północnokoreańskimi metodami samowystarczalności (zwanymi tam dżucze) i postanowili utrzymywać podległe sobie struktury Inspekcji Weterynaryjnej za pomocą tzw. środka specjalnego, który dostarczać będzie plebs weterynaryjny. Wcale się z tym nie kryto. Ponieważ ostatni szefowie naszej służby nie mieli absolutnie żadnego doświadczenia w pracy terenowej, czy też związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej, przeto postępowali jak przysłowiowe "słonie w składzie porcelany". A jakie przejawiali inwencje prawotwórcze, to widać w rozporządzeniach wydawanych przez Ministerstwo Rolnictwa (i czegoś tam jeszcze wirtualnego, a nie prawdziwego)! Do żmudnej naszej pracy doszło nam wystawianie "potwierdzenia nabycia produktu leczniczego", którego zastosowanie u zwierząt gospodarskich powoduje karencję w przeznaczeniu do spożycia mleka i mięsa, a także absurdy w postaci prowadzenia książki leczenia zwierząt nie tylko w zakładzie leczniczym, ale także u właściciela zwierząt oraz prowadzenie na każdy preparat leczniczy kartoteki obrotu nim. I tutaj wyszliśmy przed szereg krajów "starounijnych", gdyż oni tego jeszcze nie prowadzą. Przy czym większe obciążenia spadają na tych co z konieczności życiowej leczą wszystkie zwierzęta "duże i małe", gdyż muszą prowadzić oddzielnie książki leczenia dla zwierząt gospodarskich i domowych (n.b. podział idiotyczny, gdyż odkąd koń, krowa i świnia przestały być zwierzętami domowymi). Lekarz wet. zajmujący się tylko małymi zwierzętami nie musi wystawiać w. wsp. potwierdzeń ani prowadzić książki leczenia w domu jego klienta ( a szkoda, bo ubaw byłby po pachy). Gdzie tu równość wobec prawa w obrębie jednej grupy zawodowej? Do tego dochodzi konieczność prowadzenia Dziennika Urzędowego Badania Zwierząt Rzeźnych, wypisywanie rachunków w imieniu PIWet. Za badanie zwierząt rzeźnych i mięsa, nadzory nad spędami lub miejscami sprzedaży zwierząt rzeźnych, szczepienia psów p.wściekliźnie, ewidencjonowanie tego i składanie comiesięcznych raportów, dokonywanie wpłat za te wszystkie czynności na konto specjalne PIWet.
     Na głębokiej prowincji, w kilku lub kilkunastotysięcznym miasteczku lekarz wet. musi robić wszystko, być "omnibusem", pracować nie wg. godzin otwarcia, ale wtedy, kiedy jest potrzebny usługobiorcy, gdyż ten nie stoi w kolejce w poczekalni, ale pojawia się o różnych przedziwnych porach dnia i prosi o zbadania poubojowe świni, o leczenie chorego kota lub psa, ewentualnie świń, czy też odebranie porodu u krowy, która nie może się wycielić od trzech dni. Wspominane badania poubojowe świń w zagrodach rolników to nie jest żaden biznes, to raczej obowiązek etyczny wobec swego klienta, aby nie jadł niezbadanego mięsa. I do tego ta cholerna biurokracja! Zazdroszczę wówczas Kolegom z dużych aglomeracji typu Poznań, czy też dużo mniejszej Piły. Pracują sobie jak u Pana Boga za piecem. Nie wiedzą co to jazda samochodem nocą we mgle, padającym deszczu, śniegu czy też po lodzie do czekającego klienta, który na dodatek po naszej pracy powie: "No to do zeszytu ,doktorze, zapłacę jak dadzą mi za mleko, albo Stokłosa zapłaci za świnie". Nie wiedzą, co to jest smród w chlewni, gnój i błoćko zmieszane z gnojówką. Nie znają przyjemności badań monitoringowych i ślęczenia nad dokumentacją do nich. Nie wszyscy mogą mieszkać w Poznaniu, Pile czy Lesznie. Ja bym nawet nie chciał. Prowincja mi się podoba. Ludzie tu są inni, życzliwsi i mniej zakłamani. W dniu 24 października 2004 roku byłem w Radomsku na II Ogólnopolskim Zjeździe Lekarzy Wet.erynarii Wolnej Praktyki "Medicus Veterinarius". Wśród zaproszonych gości było, a jakże, kilku posłów, cała bez mała "górka" Rady Krajowej Izby Lek.-Wet. z Panem Prezesem Winieckim i Przewodniczącym Komisji Lekarzy Wolnej Praktyki W.Golcem (n.b. spóźnił się ok. 1,5 godz. i po swym wystąpieniu poświęconym spotkaniu z Panem prezydentem Federacji Europejskiej Lek. Wet., którego miał poinformować o niedoli polskich lekarzy wet. oraz o przygotowaniach francuskich lek.wet. do strajku, zniknął jak "kamfora"), a także nietuzinkowa i barwna postać Janusz Korwin-Mikke. Ten ostatni wygłosił najlepszą z mów, gdyż stwierdził, że dotąd było nam dobrze, dopóki nie zainteresował się nami aparat państwa i nie wyciągnął do nas swych "paluchów" po pieniądze. Skończyły się dla was dobre czasy, zaczęła się walka z wszechwładnym państwem. Początkowo widziałem na twarzach kolegów drwiące uśmieszki, które potem zanikały, pojawiło się zainteresowanie, refleksja i ...brawa największe, jakie dostał jakikolwiek mówca. W wystąpieniach wielu kolegów pojawiał się wątek niespełniania przez Izbę Lek.-Wet. dbałości o prawne zabezpieczenie swych członków przed uciskiem ze strony aparatu państwowego, o ich kondycję materialną. Jak dbają o nas ci, których uczyniliśmy swymi reprezentantami wobec państwa, rządu i władzy ustawodawczej? Zewsząd padają zarzuty. Także w naszej Izbie na posiedzeniu Komisji Lekarzy wolnej Praktyki. I co? Nic. Robią z nami co chcą. Na Krajowej Izbie uważa się wezwanie do jednodniowego strajku ostrzegawczego za niemoralne. A obniżenie standardu życia tysięcy lekarzy wet. jest moralne? Przewodniczący Komisji Lekarzy Wet. Wolnej Praktyki lek wet. W. Golec owszem zajmuje się, ale tylko ustawą o zakładach leczniczych dla zwierząt i tym, aby były lepiej wyposażone, m.innymi aby jego zakład nazwać "kliniką" wbrew temu, co oznacza ta nazwa. Jeśli nie wie, odsyłam do encyklopedii. Czytam uważnie sprawozdania z posiedzeń prezydium Rady Krajowej. Z czym występuje pan przewodniczący? Z pretensjami do Związku Kynologicznego o uprawnienia do badań radiologicznych. Czy o to chodzi lekarzom wolnej praktyki, których w Polsce są tysiące, czy tylko "klinicystom", których jest kilkunastu czy kilkudziesięciu. Ładny mi szef kliniki z 5-letnim stażem zawodowym bez tytułu samodzielnego pracownika naukowego, czy chociażby doktora nauk z otwartą habilitacją. Ale to drobiazg i szczegół. Czy Pana dr Golca interesowały problemy kolegów żyjących tylko z badania zwierząt rzeźnych i mięsa, także wolnopraktykujących? Czy Go interesowały stawki wynagrodzeń za badania monitoringowe, sposób ich przeprowadzania, płatności za pomoc przy ich wykonywaniu, sposoby rozliczania się lekarzy wet. z PIWet. za powierzone im czynności? Nie czytałem, nie słyszałem. A przecież to wszystko budzi grozę. Pan Przewodniczący powinien cały czas "grzmieć" i miotać "piorunami". Nic z tego. Z kolei już w drugim numerze Biuletynu Informacyjnego Wielkopolskiej Izby Lek Wet. (12/48 i 14/50) czytam podobne w treści wystąpienie Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej dr nauk wet. Edwarda Raczyńskiego (też lekarza wet.) w sprawie odpłatności za szczepienie psów i kotów przeciw wściekliźnie przez wiejskich, czyli prowincjonalnych lekarzy wet. (podkreślenie moje) i "klinicystów" (też moje określenie), rzekomo w trosce o ich "odpowiedzialność zawodową i postępowanie przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej". Stawka urzędowa "uwłacza...godności lekarza wet". To co Panie Doktorze? O godności człowieka ma decydować ilość "mamony", która "wpada" do jego rąk? Także wg. Pana szczepienie psów w terenie, niejednokrotnie w niezbyt sprzyjającej aurze ma kosztować mniej, aniżeli to wykonane w luksusowych warunkach. Że badanie kliniczne? Jakie? Termometrowanie i osłuchanie, obejrzenie spojówek, nosa, uszu i obmacanie powłok brzusznych, przegląd skóry i okolicy odbytu? Za 23,25 zł każdy lekarz to wykona w terenie, na dodatek jeżeli wynagrodzenie to nie przejdzie przez środek specjalny. Proszę tylko odpowiedzieć, ile za te pieniądze wiejskich "burków" będzie zaszczepionych? 10 czy 5%? A co Pan powie na wynagrodzenie8,- zł netto za zbadanie poubojowe mięsa świni w zagrodzie rolnika, będące de facto skróconym badaniem anatomo-patologicznym połączonym z badaniem sensu stricto laboratoryjnym w postaci trichinoskopii? Czy ta kwota w Pańskim mniemaniu nie uwłacza godności lekarza wet? A może także ustalić tu dwie stawki? Nie jest dla mnie zbyt zrozumiałym fakt, że z problemem tym występuje Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, a nie dr Edward Raczyński. Byłoby to właściwe, gdyż występowałby we własnym imieniu. Uważam, że nie przystoi Panu strojenie się w "piórka" tak poważnej funkcji przy załatwianiu w sumie swoich prywatnych spraw tym bardziej, że jest "Kolegą praktykującym tylko na małych zwierzętach", a więc wg. mnie, nieobeznanego w realiach poznańskich, (gdyż niezbyt one mnie interesują), także "klinicystą".Nie wykluczam pomyłki. Na str. 65 Biuletynu wyraża się Pan dr Raczyński:"Mówienie o jedności w naszym zawodzie można między bajki włożyć. Różnica interesów nad wyraz widoczna". Mowa co prawda o wolnopraktykujących i inspektorach, ale zestawienie tych Pańskich twierdzeń z owym podziałem na "prowincjuszy" i "klinicystów" jest potwierdzeniem Pańskiej tezy o różnicy interesów, którą to Pan właśnie wywołuje. Zarówno Pan dr Waldemar Golec , jak i dr Edward Raczyński są niewątpliwie znakomitymi fachowcami i niezmiernie inteligentnymi ludźmi. Szkoda tylko, że nie pochylą swych mądrych głów nad uwarunkowaniami w jakich muszą walczyć o swój byt prowincjonalni lekarze weterynarii działający przede wszystkim w pojedynkę, bez możliwości zatrudnienia pracowników pomocniczych, nie mówiąc o lekarzach weterynarii ze względu na swą mizerię finansową. Mam nadzieję, że zrobią prawidłowy użytek ze swych kartek wyborczych i w nadchodzących wyborach do Izby wybiorą tych, którzy będą ich reprezentować zgodnie z wolą swych wyborców. Mam także skromną nadzieję, że spełnią się proroctwa ś. p. nieodżałowanego Kolegi Tadeusza Majewicza, którego pamięć uczciłem 1 listopada pod Krzyżem Zbawiciela poprzez zapalenie symbolicznej lampki pamięci.

Zdzisław Gołaszewski Złotów (też lekarz weterynarii)

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.