Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Wystąpienie Kol. Z. Gołaszewskiego na II Zjeździe

2004/11/21 12:34:57


Tekst wystąpienia dr Zdzisława Gołaszewskiego na II Ogólnopolskim Zjeździe Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki w Radomsku 24.10.2004 roku


Szanowni Państwo! Koleżanki i Koledzy!

W imieniu ziemi złotowskiej, która od blisko 30 lat związana jest z Wielkopolską serdecznie pozdrawiam wszystkich uczestników II Ogólnopolskiego Zjazdu Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki. W 2004 roku dwukrotnie miałem uczucie dumy i satysfakcji z tego, że znalazlem się w porządnym towarzystwie:-) po pierwsze, kiedy mój biedny i umęczony kraj nareszcie znalazł się wśród najwspanialszych krajów Europy, -) po drugie, kiedy zdruzgotany idiotycznymi sposobami rozliczeń za prace zlecone z urzędu przez Powiatowego Lekarza Wet. dowiedziałem się o istnieniu i działaniach stowarzyszenia "Medicus Veterinarius", nawiązałem z nim kontakt i zostałem jego członkiem. Duma i satysfakcja były przedwczesne. Zarówno mój kraj Rzeczpospolita Polska, jak i "Medicus Veterinarius"zderzyły się z betonem, betonem umysłowym klasy politycznej i nomenklatury urzędniczej. Sejm, zamiast pochylić głowę nad prawem tworzącym warunki rozwoju i szybkiej integracji z Unią poddał się szantażowi haseł: "Nicea albo śmierć" oraz jątrzenia stosunków z najsilniejszym sąsiadem poprzez żądanie reparacji wojennych, które nam się tak należą, jak Kijów i Lwów w dowcipie z Chruszczowem, który miał powiedzieć: "Kijów możecie dostać skolko godno, a lwów możecie nałapać tyle, ile chcecie". Wiem, że to polityka, ale uważam, że w tym mieście, w Radomsku, dla mnie kojarzonym z martyrologią mojej rodziny w czasie okupacji niemieckiej i bolszewickiej mam moralne prawo o tym mówić. Czas i historia wyleczyły wszystko. Nienawiść się skończyła. Nastał czas tworzenia. Z betonem umysłowym nomenklatury zderzyliśmy się na skutek radosnej twórczości Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz Ministerstwa Rolnictwa. Ieda samowystarczalności Inspekcji Weterynaryjnej skopiowana z idei ducze, słynnego wodza światowego komunizmu Kim Ir Sena zasłoniła nie tylko oczy, ale i odebrała rozum. Chciano nawet sprowadzić 2000 ukraińskich lekarzy wet. do pracy w Polsce. Narobiono okropnego bałaganu. Zamiast integracji urzędowej weterynarii z wolnopraktykującą spowodowano dezintegrację. Zdołowano kilka tysięcy lekarzy wet., obniżono im standard życia. W dodatku publicznie ich opluto. Okłamano społeczeństwo wmawiając mu, że lekarze wet. zarabiają po 30.000-, zł m-cznie., podczas gdy znamy tylko jeden taki przypadek. Lekarze wet. w Zakładach Mięsnych senatora Stokłosy zarabiali powyżej 7.000-, zł, a zarabiają po 1.700-, na tzw. pełny etat i to brutto bez potrąceń na ZUS i koszty własne. Jak w Korei Płn. Koledzy z Medicusa oraz Krajowej Rady Lek.-Wet. przystąpili do rozmów z mędrcami z Min.Roln. w czerwcu, a także w sierpniu. Od tych ostatnich rozmów minęły ponad 2 miesiące i ... czas stanął w miejscu. Nie dzieje się nic., co dawałoby nadzieję na rozwiązanie problemów nurtujących nasze środowisko. Problemy te wręcz się pogłębiają. Tutaj nie chodzi tylko o badanie zwierząt rzeźnych i mięsa, ale także o szczepienia psów przeciw wściekliźnie, o nadzór nad obrotem zwierzętami rzeźnymi, o to, że umowy-zlecenia jakimi są wyznaczenia psują całą konstrukcję rozliczeń finansowo-księgowych, są niezgodne z ustawami o prawie farmaceutycznym i zakładach leczniczych dla zwierząt, o działalności gospodarczej. Zauważają to wszyscy Koledzy w terenie. I co? I nic. Od betonu odbija się wszystko. Logika i prawo są nic nie znaczącymi szczególikami, którymi nomenklatura urzędnicza nie chce zawracać sobie głowy. Od umów-zleceń musimy także regulować dodatkowo zobowiązania w stosunku do ZUS, obniżając tym samym bezzasadnie swe dochody z tytułu tzw. prac zleconych. Jak można podpisywać z którymkolwiek z Kolegów umowę-zlecenie na wykonywanie czynności, do których niezbędne jest użycie środka farmaceutycznego, skoro prawo farmaceutyczne zabrania hurtowni sprzedaży tych środków osobie fizycznej poza prowadzoną przez nią działalnością gospodarczą. Szczepionki i tuberkuliny, środki i materiały pomocnicze kupujemy na koszt firm. Psy szczepimy i obserwujemy w gabinetach, których koszty utrzymania są wliczane w koszt firm. Używamy sprzętu firmowego. Dojeżdżamy do wykonywania usług zlecanych z wyznaczenia samochodami, które są środkami trwałymi naszych firm, od których odliczamy amortyzację. Ministerstwo Rolnictwa każe mi się rozliczyć przy realizacji zadań zleconych z urzędu jako osobie fizycznej, a koszty ma ponosić bezpowrotnie podmiot gospodarczy. Coś mi to pachnie Mrożkiem. Istne rozdwojenie jaźni. Schizofrenia. Ludzie, obudżcie się !!! Skąd Was wzięli do tych urzędów? Czyż naprawdę nie można zlecać tych czynności podmiotom gospodarczym? Przez kilkanaście lat było dobrze, a teraz musi być inaczej? Dlaczego? Pokłosiem toczącego się sporu dojdzie do tego, że lekarze wet. nie będą mogli w swych gabinetach zaszczepić psa przeciw wściekliźnie. Jaki to będzie miało odbiór społeczny? A co na to władze naszej korporacji zawodowej? O tym co robią lub próbują zrobić dowiadujemy się z blisko trzymiesięcznym opóźnieniem w "Życiu Weterynaryjnym". Jak dotąd nie pomogła nic Kolegom odsuniętym od prac zleconych przez dyspozycyjnych powiatowych lekarzy wet. za udział w proteście. I wygląda na to, że wcale nie jest tym zaiteresowana. Ma całkowitą rację Koleżanka Barbara Fojut-Pałka, że należy wziąć rozwód z administracją i nauczycielami akademickimi w izbach lek.-wet. Niech należą do nich wtedy, kiedy zechcą prowadzić dodatkowo prywatną praktykę. Na pewno ich nie zabraknie. Deklaruję swoje zaangażowanie w tej sprawie bez względu na sposób jej przeprowadzenia. Aby nasze izby były sprawne muszą być mocne finansowo. W Izbach Radców Prawnych składka członkowska oscyluje wokół 60-70 ,-, zaś w adwokackich ok. 300,- m-cznie. Stać ich na porządne biura, dobry personel, szkolenia , imprezy, a jednocześni prowadzą niezwykle dochodowe aplikacje zawodowe, gdzie wykładają najwyższej klasy fachowcy uczący przede wszystkim tajników zawodu. Dlaczego my nie mielibyśmy tego robić na podobnych, sprawdzonych zasadach. Kiedyś i u nas były egzaminy postażowe. Medycy wprowadzają postażowe egzaminy państwowe uprawniające do wykonywania zawodu i ubiegania się o specjalizację. Rozważmy to zagadnienie. Dlaczego rozdrabniamy siły i środki na wydawanie "Życia Weterynaryjnego" i Biuletynów Informacyjnych izb? "Życie" za bardzo zaczyna przypominać "Medycynę Weterynaryjną". O wiele ciekawsze artykuły ma "Weterynaria po dyplomie", gdyż zawarte w nich informacje można zastosować w codziennej praktyce. Może należałoby zmienić "Życiu" formułę. Na czasopismo społeczno-zawodowe pozostawiając charakter naukowy innym czasopismom? W dzisiejszych czasach czasopismo można złożyć w 2-3 dni, wydrukować w innym końcu kraju w ciągu jednego dnia, a w następnym dostarczyć czytelnikowi. Informacja jest towarem, który trzeba szybko dostarczyć osobie zainteresowanej. Kiedyś do "Życia" dostarczano wkładki z aktami prawnymi, ale zaniechano tego ze szkodą dla nas wszystkich. Ostatnio otrzymaliśmy wkładkę z materiałami do rejestracji naszych miejsc działalności zawodowej. Znajomy adwokat po obejrzeniu ich stwierdził, że nie miał pojęcia, że weterynaria jest bardziej sformalizowana od adwokatury i niezbyt pochlebnie powiedział:" Po co komu takie bzdury?". A co Państwo o tym sądzicie?



Lekarz Wet. Zdzisław Gołaszewski ze Złotowa

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.