Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>
Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Wystąpienie Dr Gołaszewskiego na walnym zgro...

2005/01/17 20:07:39


Treść wystąpienia dr Zdzisława Gołaszewskiego na walnym zebraniu w namysłowie 16.01.2005 roku


Szanowni Państwo! Koleżanki i Koledzy!

      Od końca kwietnia 2004 roku lekarze weterynarii całego kraju łącznie z ich samorządem-Izbą Lekarsko-Weterynaryjną, a nie tylko my członkowie Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii wolnej Praktyku „Medicus Veterinarius” mają pretensje do władz zwierzchnich służby weterynaryjnej, czyli Głównego Inspektoratu Weterynarii i Ministerstwa Rolnictwa o przedmiotowe, a nie podmiotowe ich traktowanie, nieliczenie się z ich zdaniem, o tworzeniu absurdalnych, wręcz idiotycznych przepisów. Do dzisiejszego dnia żaden z decydentów nie przyznał nam racji, nie poniżył się do uznania swej niekompetencji, do popełniania błędów. Na stronie internetowej „Medicusa” nasz Zarząd stwierdził, że wiąże duże nadzieje z nowym Głównym Lekarzem Weterynarii kolegą Krzysztofem Jażdżewskim. Dałby Bóg, aby tak było. Ja widzę problem „czarno”. Dlaczego? Dlatego, że przeczytałem w Biuletynie Informacyjnym Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej nr 15 z grudnia 2004 roku wywiad dr Włodzimierza Gibasiewicza z Głównym Lekarzem Weterynarii dr Krzysztofem Jażdżewskim, z którego nie wynika, aby miał wizję uporządkowania istniejącego stanu prawnego naszej służby, a przy okazji usprawiedliwia działania dr Piotra Kołodzieja i konsekwencjami tego, że nasz zawód „ w opinii społecznej dużo stracił” obwinia 30-40 osób z naszego zawodu, w domyśle uzyskujących 30 tys. miesięcznie, a nie właściwych sprawców opluwania naszego zawodu, a także deklaruje jasno: „Zapewne nie powrócimy już do poprzedniego systemu dlatego, że sprawy zaszły za daleko i nie możemy ciągłe odwracać sytuacji. Natomiast trzeba będzie znaleźć złoty środek”. Jaki on ma być? Nie wiadomo. Wiadomo, że pomysł zatrudnienia do badania zwierząt rzeźnych i mięsa 2-2,5 tysiąca lekarzy weterynarii będących na etatach Inspektorów, można między bajki włożyć, wiadomo co zrobić, aby nie było kominów płacowych i obsługiwania 2-3 ubojni przez jednego lekarza. O tym, że jest to proste jak przysłowiowy „świński ogon” wiedzieli wszyscy lekarze weterynarii w Polsce z wyjątkiem Głównego Inspektora Weterynarii, który chcąc mieć powód do „skoku na kasę” z badania mięsa użył podłego argumentu zarobków 30 tysięcy złotych oferując w zamian mityczne 6.400 złotych. Taka jest prawda. A co z innymi pracami zleconymi? Z wynagrodzeniem za badanie monitoringowe? Główny Lekarz Weterynarii powołuje się na przykład Wielkiej Brytanii, gdzie umowy na prace zlecone podpisuje się z podmiotami gospodarczymi, a nie indywidualnie z lekarzami weterynarii, ale stwierdza, że niestety, ale nasze prawo stanowi inaczej. Wydaje mi się, że szybkiej naprawy wymaga treść rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 28 kwietnia 2004 roku w sprawie zakresu i sposobu prowadzenia ewidencji leczenia zwierząt i dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej (Dz.U. nr 100, poz.1022), która obowiązuje od 1 maja 2004 roku i nie jest w praktyce powszechnie stosowana przez terenowych lekarzy weterynarii. Przepisy w tej sprawie zmieniano 4-krotnie w okresie przedakcesyjnym do Unii Europejskiej, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby nie zmienić ich jeszcze raz. Dlaczego wymagają one zmiany wyjaśnił to w sposób przejrzysty dr Telesfor Walterbach z WIW w Poznaniu w ostatnim Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Szokuje w tym rozporządzeniu kilka spraw, a mianowicie: 

      1. Próba połączenia dokumentów lekarsko-weterynaryjnych z ewidencją leczenia zwierząt, którą powinien prowadzić posiadacz zwierząt gospodarskich, prościej mówiąc rolnik, poprzez wprowadzenie oddzielnej księgi leczenia zwierząt tzw. Gospodarskich, składającej się z samokopiujących się stron podzielonych na 4 części, przy czym jej oryginał należy przekazać rolnikowi i będą one stanowić ewidencję leczenia jego zwierząt. Rolnik powinien na niej złożyć swój podpis, że „nabyte” przez niego „produkty lecznicze zostaną zastosowane zgodnie z zaleceniami lekarza”. A jak ich nie nabył, nie musi tego podpisu składać. Oryginał ma być także pokwitowaniem legalności nabycia i posiadania przez rolnika leków chyba, że otrzymał je do kontynuowania leczenia. Wówczas lekarz weterynarii nie ma obowiązku wydawania dokumentu potwierdzającego ich nabycie! Rozumiecie Państwo coś z tego? Można, czy trzeba wydawać rolnikowi oryginał „książki leczenia”? 

      2. Obrót detaliczny lekami posiadającymi właściwości anaboliczne, przeciwbakteryjne, przeciwpasożytnicze, przeciwzapalne, hormonalne i psychotropowe stosuje się tylko wtedy, kiedy pozostawiono rolnikowi leki do kontynuacji leczenia bądź też je nabył od nas w ramach prowadzenia przez nas praktyki lekarsko-weterynaryjnej. Nie musimy go prowadzić w stosunku do leków, które zastosowaliśmy bezpośrednio dla zwierząt. 

      Z chwilą wejścia w życie tego rozporządzenia przestaliśmy być zawodem publicznego zaufania, gdyż to rolnik ma potwierdzać naszą pracę. Na dodatek udzielamy mu gotowego instruktażu o stosowaniu leków. Diabli wzięli tajemnicę lekarską. Nasuwają się pytania: kiedy rolnik ma składać swój podpis w prowadzonej przeze mnie księdze leczenia zwierząt? W czasie wizyty, czy też ma przyjechać do mnie lub też mam złożyć mu dodatkową wizytę na mój koszt w celu dostarczenia mu dokumentów? Dlaczego karta obrotu detalicznego leków ma nie zawierać leków zużytych do bezpośredniego leczenia zwierząt? Czy nie lepiej wprowadzić samokopiujący dokument, dajmy na to pod nazwą „leki pozostawione do kontynuacji leczenia/nabyte przez właściciela zwierząt”*-niepotrzebne skreślić, gdzie byłyby rubryki: lp, nazwa leku, karencja na mięso i mleko, a pod spodem podpis rolnika, podpis lekarza weterynarii, jego pieczątka. Format kieszonkowy. W książce leczenia niech pozostaną prawie niezmienione rubryki z poprzednich książek klinicznych, uzupełnione przez dane dotyczące serii leku, daty ważności, karencji na mięso i mleko. Pierwszy z dokumentów byłby potwierdzeniem nabycia leku i kartoteką jego detalicznego obrotu, zaś drugi dokumentacją lekarsko-weterynaryjną z wykonanych zabiegów leczniczych i profilaktycznych oraz stosowanych produktów leczniczych, a więc niewymagających wprowadzenia do detalicznego obrotu leków. Ewidencję leczenia zwierząt należy opracować w formie książkowego druku i dostarczyć każdemu hodowcy w ramach prezentu od Ministerstwa Rolnictwa czy też AR i MR. Skoro rolnik będzie do niej wpisywał numery ajaxowskie zwierząt, wówczas nie musimy go dublować w książce leczenia zwierząt, natomiast chętnie będziemy do niej wstawiali pieczątki i dawali swe podpisy. Rolnicy nie są analfabetami i umieją pisać, dlaczego wykorzystuje się lekarzy weterynarii do uwłaczania czci i godności polskiego rolnika? Ministerstwo Rolnictwa przesadziło w wykorzystywaniu lekarzy weterynarii. Mają pomagać w utrzymywaniu Inspektoratów Weterynaryjnych i mają wyręczać rolników w prowadzeniu przez nich dokumentacji. Czy to nie przesada? Wstyd, Panie Ministrze Rolnictwa i czegoś tam jeszcze nierealnego!!!


Lekarz Wet. Zdzisław Gołaszewski ze Złotowa w województwie wielkopolskim

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.