Tu może być Twoja reklama
Zapytaj >>

Artykuł Prof.dr hab. Roman Lechowski

2005/01/18 20:06:39


Szanowni Państwo

"Kto sabotuje twoją praktykę?" To tytuł jednego z artykułów w oddawanym do Państwa rąk kolejnym numerze „Weterynarii po dyplomie”. Z treści artykułu wynika, że to my sami jesteśmy często sabotażystami. Ale czy tylko? A może także ci, którzy nie mogą znieść, że odnosimy sukcesy lub ci, którzy koniecznie chcą zaistnieć jako tzw. ważni od podejmowano jedynie słusznych decyzji?

Zawiść to jedno z najsilniejszych uczuć. Tak trudno się niekiedy pogodzić z sukcesem innych, kiedy własnych brakuje. Zawiść bezinteresowna to cecha wielu ludzi zakompleksionych, z chorobliwie wybujanymi ambicjami, ludzi, którym nie wyszło. Dowartościowywanie siebie przez negowanie sukcesów innych to najprostszy i najtańszy sposób poprawiania sobie samopoczucia i podnoszenia własnej niskiej samooceny. To typowe dla urzędników, którzy istnieją tylko dzięki stołkom, na których zostali posadzeni. Przyzwyczajeni do czołobitności uzurpują sobie prawo do szacunku i uznania, myśląc, że to oni są tacy wielcy, a nie urząd, który piastują. Łaskawe "tak" lub częściej sakramentalne "nie" to atrybut ich władzy, prymitywnie przypisanej przez nich sobie, a nie urzędowi. Mnożenie dokumentów, "światła" interpretacja przepisów uzasadnia ich wartość i potrzebę istnienia. Biedni ludzie. Nie lubię urzędników.

No może nie wszystkich, ale paru to naprawdę nie lubię. Nie lubię tych, dla których litera przepisu jest ważniejsza od jego ducha. Nie lubię tych, którym wydaje się, że wiedzą wszystko lepiej. Dzięki takim właśnie specjalistom operacje się udają, tylko coraz więcej pacjentów umiera.

Spotykamy się z nimi, niestety, na co dzień. Każdy, kto działa na styku praktyki i urzędniczych działań wie, jak trudne to kontakty. Tym bardziej jest to smutne, że wielu urzędniczych neofitów było kiedyś lekarzami. Nie sprawdzili się w zawodzie, zaczęli więc "rządzić".

Moje gorzkie refleksje to nie tylko efekt własnych doświadczeń, ale przede wszystkim rozmów z kolegami podczas ostatniego XII kongresu Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt, który odbył się w Warszawie. Frustracje wynikające z urzędniczych kontaktów dają się wyraźnie odczuć. Nie sprzyja to dobrej atmosferze w środowisku. Niestety wszędzie spotyka się takiego urzędnika, z którym nie można normalnie współpracować. Taka sytuacja rodzi konflikty, działa hamująco. Może to gorzkie refleksje, ale nie można złych zjawisk pomijać milczeniem.

Na szczęście większość z nas traktuje te kontakty jak zło konieczne, wiedząc że lekarzem się jest, a urzędnikiem tylko bywa. To właśnie do tych, którzy "są", kierujemy pozostałe artykuły w oddawanym do Państwa rąk numerze „Weterynarii po dyplomie”. Ci, którzy "bywają", i tak nie sięgną po lekturę, więc im niczego nie dedykuję.

Prof.dr hab. Roman Lechowski

Komentarze czytelników:

Brak komentarzy.

Wróć do artykułów

© copyright 2004-2005 by Drag, design by Kokuryu. Wszelkie prawa zastrzeżone.